Zielono. Po obu stronach drogi rozciągają się pola i łąki, przeplatane długimi prostokątami rżysk. Na horyzoncie kępy drzew. Nagle monotonna równina urywa się. Przede mną rozciąga się wielka niecka, której dno rytmicznie faluje. Z trawiastych zboczy wystają szare głazy pokryte porostami – krajobraz zaczyna przypominać tatrzańską dolinę. Łagodne, niemal kilometrowe serpentyny prowadzą mnie w dół. Potem zaczyna się las, w którym zakrętami znowu wjeżdżam w górę, na przeciwległy kraniec niecki. Zostawiam samochód na parkingu i idę zobaczyć ponoć jedno z najpiękniejszych zjawisk Morawskiego Krasu – przepaść zwaną Macochą.
NA TEMAT:
Najgłębsza przepaść w Czechach
Dochodzę do krawędzi i opieram się o balustradę Górnego Mostka. Pode mną 138 metrów spadku – chropowate skały, pokryte zielonkawym mchem, tworzą ściany tego wielkiego leja krasowego. Kiedyś nie było przepaści, wszędzie rósł las, a stąpając po miękkiej murawie, nikt by nie przypuszczał, że pod nią jest gigantyczny „bąbel powietrza” – jaskinia takich rozmiarów, że spokojnie zmieściłaby się w niej katedra. W końcu strop się zawalił i dzienne światło po raz pierwszy wypełniło mroczne wnętrze, tworząc specyficzny mikroklimat.
Schodzę ścieżką przez bajkowy las w stronę Dolnego Mostka (ok. 90 m nad dnem przepaści), wybudowanego jeszcze w 1899 r. Przez soczyście zielone korony drzew przebijają się promienie słońca, rozświetlając przestrzeń między idealnie prostymi, gładkimi pniami. Z dolnej platformy dobrze widać dno przepaści. Zdaję sobie sprawę z jej ogromu dopiero, gdy dostrzegam drobne kropeczki – ludzi, którzy wyszli z jaskini Punkevní (jedno z wyjść prowadzi właśnie na dno Macochy). A przecież to dopiero początek podziemi, których korytarze liczą łącznie ponad 30 km! Aby je zobaczyć, trzeba zejść niebieskim szlakiem lub zjechać kolejką linową do drugiego wejścia do jaskini.
Spływ podziemną rzeką
Podziemne tunele prowadzą przez trzy duże groty – Přední Dóm, Reichenbachův Dóm i Zadní dóm – w których sącząca się przez miękki wapień woda uformowała przedziwne kształty. Powrót jest jeszcze bardziej niesamowity – to półkilometrowy spływ podziemną rzeczką Punkva. Niejednokrotnie jest bardzo wąsko, a strop tak nisko, że trzeba schylać głowę. Wreszcie turkusowe wody wypływają na powierzchnię – i ponownie jesteśmy niedaleko wejścia do jaskini.