PORTUGALIA

Portugalia. Jak Porto wypłynęło na szerokie wody

Joanna Szyndler, 2.10.2019

Portugalia.Jak Porto wypłynęło na szerokie wody

fot.: shutterstock

Portugalia.Jak Porto wypłynęło na szerokie wody
Do końca życia, raz do roku, będę kupował jedną butelkę porto vintage z 2012 r. I jedną z 2016 r. Z różnych winnic. Wiecie dlaczego?

W 2012 r. urodziła mi się córka, a w 2016 syn. Gdy moje dzieci będą świętować osiemnastki, otworzymy po jednej butelce z ich rocznika; kiedy będą brać ślub, to kolejną. A jak umrę, one wciąż będą sięgać po porto i wspominać ojca, co kochał je i wino. Ale... Wasze zdrowie! – Hugo z winnicy Quinta da Pacheca już nie chce być sentymentalny. Ze śmiechem nalewa nam po jeszcze jednym kieliszku. Spróbowaliśmy już lżejszych, owocowych porto ruby, które leżakowały w dużych beczkach. I porto tawny, które wlano do mniejszych, by nabrały brązowawego koloru orzechowego posmaku. W końcu przyszedł czas na słynne vintage. W beczkach czekało krótko – tylko dwa, trzy lata. Za to w butelkach powinno minimum 15. To najdłużej leżakujące porto powstaje tylko ze zbiorów w najlepszych rocznikach. Zatwierdza je Instytut Wina Porto podlegający portugalskiemu ministerstwu rolnictwa.

NA TEMAT:

Córka Hugona nie miała tyle szczęścia, co syn. Zima w jej roczniku była ostra i sucha, a wiosna wyjątkowo deszczowa. Zbiory opóźniały się i nie wszystkim winnicom udało się wyprodukować vintage. Natomiast w 2016 r. winogrona były duże i aromatyczne. W dolinie Duero padało wtedy, kiedy trzeba, i choć zbiory nieco się opóźniły, uznano je za fantastyczne. Na osiemnastce wino poda się do ostrych serów i ciemnej czekolady. Zapewne zrobi furorę. Choć może u kolegów i koleżanek z klasy vintage też znajdzie się na stołach. Pomysł Hugona na kolekcjonowanie butelek z danego rocznika nie jest wcale oryginalny. Niejeden Portugalczyk robi tak samo, porto to w końcu ich duma i jeden z symboli narodowych. Za najlepszy uchodził rocznik Waterloo, czyli 1815 r. Już nie do zdobycia nawet za miliony. Zapasy wyczerpano, pozostała tylko legenda o nieziemskim smaku, nie do powtórzenia, bo pod koniec XIX w. dawne szczepy zostały zniszczone przez bakterie.

Portugalia.Jak Porto wypłynęło na szerokie wody

Bez próbowania bacalhau, czyli dorsza, podróż do Portugalii się nie liczy Fot. Joanna Szyndler

ZOBACZ TEŻ: Środkowa Portugalia. Spotkanie z Matką Boską i templariuszami

 

Aby posługiwać się nazwą porto, wino może pochodzić tylko stąd, z północy Portugalii. Doliny rzeki Duero, która wije się między łagodnymi pagórkami. Na ich zboczach niczym tarasy ryżowe pną się piętra winnic. Tych największych w kraju, nastawionych na masową produkcję, jak i tych małych, rodzinnych jak właśnie Quinta da Pacheca. Można się tu zatrzymać w nowo powstałych domkach- -beczkach, przyjechać na degustację czy nawet wziąć udział w winobraniu.

Portugalia.Jak Porto wypłynęło na szerokie wody

Widok z mostu Luisa I na bar Ponte Pensil. Aby zwiekszyć przepustowość, zaprojektowano dwie kondygnacje mostu Fot. Joanna Szyndler

Porto wypływa na szerokie wody. Zbiory zaczynają się, gdy grona osiągną pożądany kolor, kwaskowatość, wagę i przede wszystkim poziom cukru. Najczęściej owoce są dojrzałe w drugiej połowie września lub na początku października. Ich zrywanie wymaga uwagi i troskliwości, dlatego nad Duero wciąż robi się to ręcznie. Winogrona układa się w skrzynkach i przewozi do winnicy. Uwaga, nie powinny się zgnieść podczas transportu! Rozpocząłby się proces fermentacji, a tego jeszcze nie chcemy. Potem owoce sprawdza się,przegląda, usuwa gałązki i szypułki. W niektórych winnicach wciąż można wziąć udział w tradycyjnym miażdżeniu winogron. Wystarczy włożyć ubranie do zniszczenia, starannie umyć stopy i boso wskoczyć do kamiennej kadzi. Sok pomiesza się ze skórką i miąższem, powstanie moszcz i dzięki naturalnym drożdżom ruszy proces fermentacji – winogrona powoli zaczną zamieniać się w wino. Po trzech, czterech dniach nadejdzie czas na wzmocnienie. To ono odróżni porto od pozostałych trunków. Do moszczu wlewa się 77-procentową brandy. W czasach wielkich odkryć geograficznych wzmacniano wino, aby przetrwało na pokładzie żaglowców miesiące, a nawet lata. Rezultat zaskoczył wszystkich, nie tylko marynarzy. Porto okazało się i trwałe, i przepyszne. Zaproszono je więc na salony.

***

Cały tekst Joanny Szyndler przeczytasz w październikowym wydaniu magazynu „Podróże”.

Podóróże 10/2019

Polub nas na Facebooku!

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.