Wasze wyprawy

Daleko od Tokio

Daleko od Tokio

fot.: ebichan

Wjeżdżam do prefektury Gifu znajdującej się w centralnej części wyspy Honsiu. Z Tokio do stolicy prefektury jest zaledwie 400 kilometrów, ale turyści z Europy niezbyt często tutaj docierają.

Japończycy bardziej doceniają uroki Gifu i przyjeżdżają tu na wakacje. Atrakcjami, które przyciągają japońskich turystów są: Gero z gorącymi źródłami, miasto Takayama z zachowaną tradycyjną zabudową i Seki słynne dzięki produkcji mieczy Z Polski nie ma bezpośrednich lotów do Japonii, więc czeka Was przesiadka, na którymś z lotnisk – Frankfurt, Helsinki itp. W Japonii najbliższe lotnisko międzynarodowe jest w Nagoi (lotnisko Chubu), skąd do centrum Nagoi jeżdżą autobusy (ok. 30 min, 700 jenów). Z Nagoi do miasta Gifu można dostać się pociągiem – ekspres (450 jenów) i super ekspres (1690 jenów) jadą 20 min. Ja swoją podróż rozpoczęłam w stolicy prefektury, miasta Gifu (informacja turystyczna: www.gifucvb.or.jp/en/?cmsdsessionid=72115cfabb0cab4667279f10835c43b7). Nie posiada ono atmosfery właściwej historycznym miastom takim, jak Kioto czy Nara. Nie zachowało się też wiele zabytków przeszłości, nie tylko z powodu wojen, ale też wielkiego trzęsienia ziemi pod koniec XIX w., które w znacznym stopniu zniszczyło miasto (warty zwiedzenia jest zamek Gifu,www.city.gifu.lg.jp/c/40121142/40121142.html,dojazd z dworca głównego autobusem w kierunku ,,Nagarabashi", ok. 15 min, wstęp: zimą 9:30-16:30, latem - 8:30-17:30, 200 jenów). Szybko przejechałam przez stolicę i skierowałam się do miasta Seki (najszybsze połączenie kolejowe: Gifu – Seki z przesiadką w Mino Ota, przejazd ok. 1godz, 930 jenów), gdzie w tradycyjny sposób wytwarza się miecze. Mieszkańcy Seki trudnią się płatnerstwem od XIII wieku. Obecnie żyje tutaj 18 mistrzów płatnerskich i wielu uczniów przyuczających się do zawodu. Ich wyroby zyskały sławę ze względu na trwałość, niezwykłą ostrość i piękno. Miałam szczęście i trafiłam do Seki Kaji Denshoukan (Muzeum Tradycji Kowalskich miasta Seki, pokazy odbywają się w pierwszą niedzielę marca, kwietnia, czerwca i listopada - Seki, Minami Kasuga 9-1, www.sekikanko.jp/e/index.html), gdzie zobaczyłam nie tylko wystawę dawnych i współczesnych mieczy, ale też wzięłam udział w pokazie tradycyjnego wytwarzania broni. Pośród strzelających iskier, stukania młotków i szlifowania kamykami powstają najwyższej jakości miecze. Mistrzowie ubrani są w tradycyjne stroje, a ich praca odbywa się pod patronatem bogów, których ołtarzyk znajduje się nad warsztatem. Widzowie mogą również spróbować własnych sił i ciężkim młotem kuć gorącą stal. Muszę przyznać, że to niezwykle ciężkie zadanie. W Seki nie kupiłam miecza, bo to poważnie nadszarpnęłoby mój budżet (najwspanialsze miecze kosztują tyle, co samochód), ale zaopatrzyłam się w wspaniały nóż do krojenia ryb. Kolejnym etapem mojej podróży było Gero (informacja: www.gero-spa.com/onsen/, bezpośredni pociąg ekspresowy Gifu – Gero, przejazd ok. 1godz 10min, 3280 jenów lub najtańszy zwykły pociąg z przesiadką w Mino Ota – ok. 2 godz., 1620 jenów) jedno z trzech najsłynniejszych miast z gorącymi źródłami w Japonii. Współczesne ujęcie wody zostało udostępnione w XIII wieku. Miejscowa legenda mówi, że po zniknięciu dawnego źródła czapla wskazała mieszkańcom nowe miejsce, skąd mogliby czerpać leczniczą wodę. Źródło w Gero ma lekko zasadową wodę, która pomaga powrócić do sił po przebytej chorobie, przynosi ulgę w porażeniach układu nerwowego, reumatyzmie i wiele innych chorobach. Mnie skusiła informacja, że woda z Gero wpływa zbawiennie na skórę i przywraca młodość. W Gero mieszkałam w tradycyjnym japońskim pensjonacie znajdującym się w najstarszej części uzdrowiska (Za pokój 2-osobowy w zwykłym hotelu bez śniadania trzeba zapłacić co najmniej 5 tys. jenów, za nocleg w hotelu w stylu japońskim z gorącymi źródłami i zapewnionymi dwoma posiłkami ceny od 10tys. od osoby. Trzeba się liczyć z tym, że w czasie świąt noclegi drożeją ok. 20%). Mimo iż przyjechałam późno, miła właścicielka czekała na mnie przed wejściem i opowiedziała, jak korzystać z japońskiego pokoju i łaźni z wodą z gorących źródeł. Z werandy mojego pokoju mogłam zobaczyć inne stare, drewniane domy, w których też zatrzymywali się goście. W czasie spacerów po Gero skorzystałam nie tylko z łaźni wewnętrznych, ale także moczyłam nogi w zbiornikach ogólnodostępnych - sadzawce Czapli (to na część czapli, która wskazała nowe źródło, położenie: Yunoshima, obok parkingu Chuo), Miyabi (przed hotelem Miyabi,Yunoshima 758-15), Wenus (Yunoshima 856-1,obok łaźni Sharasagi no yu sadzawki są bezpłatne). Ta ostatnia zbudowana jest w ,,europejskim” stylu, bo woda płynie z fontanny w kształcie Wenus. Trzeba uważać i nie zapatrzeć się na nagie wdzięki posągu, bo woda jest piekielnie gorąca. Przy sadzawce Miyabi można jednocześnie moczyć nogi i posilać się lokalnymi produktami kupionymi w pobliskim sklepie. Do regionalnych specjalności, które zakupiłam w ramach degustacji, było niepasteryzowane piwo nazwane po prostu ,,Gero Biiru”, czyli piwo Gero. Jest to unikatowy trunek, bo produkowany przy użyciu wody z miejscowych źródeł mineralnych i sprzedawany tylko w Gero. Odwiedzając kolejne łaźnie czy sadzawki, bardzo przyjemnie spędziłam trzy dni. Skorzystałam z karnetu dla wielbicieli kąpieli z możliwością skorzystania z trzech łaźni (tzw. Yumeguri Tagata – 1200 jenów). Dzięki niemu weszłam do wspaniałego pensjonatu ,,Yunoshimakan" (Yunoshimakan 645,www.yunoshimakan.co.jp, zdarzają się promocje i za 1 osobę w luksusowym pokoju 2 osobowym z 2 posiłkami można zapłacić 15tys. jenów) Muszę się pochwalić, że moczyłam się w tym samym zbiorniku, w którym przed laty kąpała się sama cesarzowa Japonii. Łaźnie na pewno zasługują na przydomek ,,królewskie”, gdyż podczas kąpieli można podziwiać z góry miasto, rzekę i góry. Ten, kto woli kuracje w bardziej ,,plebejskim” otoczeniu powinien skorzystać z gorącego źródła przy rzece Hida. Do wody wchodzi się bezpośrednio z bulwaru nadrzecznego, źródło od rzeki oddzielone jest tylko kamieniami. Co ciekawe, do zeszłego roku nie było obowiązku zakładania stroju kąpielowego w czasie korzystania ze źródła, mimo iż nie jest ono osłonięte ogrodzeniem, a kąpiel jest koedukacyjna (kąpiel obok mostu Ohashi, dzielnica Koden). Będąc w Gero, warto przyjść do restauracji ,,Sogataan” i spróbować kulinarnej nowinki, w której pomidory są serwowane na gorącym ryżu z dodatkiem wołowiny i grzybów (Sogataan, Mori 2583,powyższa potrawa ok. 900 jenów). Takie połączenie smaków jest dla Japończyków niezwykłe, więc danie to pojawiło się w wielu japońskich przewodnikach i programach podróżniczych jako ciekawostka. Ale tak naprawdę nie chodzi tu o inwencję kucharzy z Gero, ale o promocję nowych upraw w prefekturze. Moim zdaniem potrawa ta smakuje przeciętnie i tylko dzięki wysiłkom marketingu może zrobić karierę. Z Gero pojechałam jeszcze dalej na północ, do Takayamy (pociąg bezpośredni Gero – Takayama, przejazd ok. 1godz 10min, 950 jenów lub ekspres 40 min, 2190 jenów). W zielonym przewodniku Michelina miasto dostało najwyższą notę pod względem atrakcyjności i mogę zapewnić, że zasługuje na taką ocenę. Układ ulic czy zabudowa pozostają niezmienione od XVII wieku, co nadaje miastu niezwykłego uroku i świeżości. Z dworca kolejowego w kilka minut doszłam do zabytkowej części miasta zwanej Sanmachi, która znajduje się w obrębie trzech ulic (do głównych atrakcji Takayamy można dojść z dworca na piechotę, informacja turystyczna: www.hida.jp/english/index.htm). Właśnie tutaj stoją najstarsze domy kupców, które udostępniono zwiedzającym. Ja wybrałam się do domu rodziny Yoshijima (Yoshijimake Jutaku, Oshinmachi 1-51, 9:00 - 17:00 ,500 jenów www.city.takayama.lg.jp/bunkazai/bunkazai/kenzoubutu/data/yoshizima.htm ) wybudowanego w 1907 r. Tak, jak w innych japońskich tradycyjnych domach, pokoje z podłogą z tatami nie mają z góry ustalonego przeznaczenia. Ustawienie stolika, ułożenie poduszek do siedzenia czy posłania mogło zmienić jedno i to samo pomieszczenie w jadalnię, salon czy sypialnię. Funkcjonalność polegała też na tym, że można zmieniać wielkość pomieszczeń poprzez wyjmowanie papierowych, przesuwanych drzwi. W całym domu można podziwiać można urodę architektury bazującej na liniach prostych: przez pomieszczenia przechodzą wielkie poziome belki podtrzymujące strop, pokoje oddzielone są prostokątnymi przesuwanymi drzwiami, maty ryżowe na podłodze są prostokątne. Zadziwia prostota i jednocześnie estetyka wyposażenia. Wystarczy piękny zwój, kompozycja kwiatowa w wazonie, aby pomieszczenie nabrało elegancji. W środku – tak, jak na dawnych gości rodziny Yoshijima – czekał na mnie czajniczek ze świeżo zaparzoną herbatą i miła pani przewodniczka, która opowiedziała o historii wystawionych przedmiotów. Takayama była i nadal jest miastem szczycącym się niezwykłej klasy rzemieślnikami. Ich dzieła można podziwiać w Muzeum Historycznym (Hida Takayamachi Hakubutsukan, Ichinomachi 75, otwarte: 9:00-19:00 bezpłatnie). Ja jednak wolałam zobaczyć współczesne produkty w sklepach Sanmachi. Gdybym chciała, mogłabym kupić wyroby z laki, przedmioty z drewna cisowego, ceramikę. Szczególnie sławna jest ceramika Shibusa-yaki, której tradycje produkcji sięgają połowy XIX w. Wzory na naczyniach są bardzo kolorowe i dekoracyjne. Ceny wyrobów są wysokie. Na moją uwagę o wygórowanej cenie, ich twórca, szósty już z kolei przedstawiciel dynastii garncarzy stwierdza, że to nie jest zwykła ceramika, ale niepowtarzalne dzieła sztuki (Shibukusa Ryuzokama, Shingumachi 4249-29; Houkokusha shibukusa seitousho, Kamininomachi 63, www.shibukusa.co.jp/). Nie trzeba jednak kupować drogich wyrobów, żeby mieć pamiątkę z Takayamy. Ja zabrałam ze sobą sarubobo, laleczkę przynoszącą szczęście (najmniejsze ok. 450 jenów). Tradycyjnie robiły je matki dla córek jako talizmany mające zapewnić dobrze dobranego męża, szczęśliwe małżeństwo, łatwy poród. Laleczki były pierwotnie tylko czerwone, obecnie mogą mieć różne kolory, w zależności od intencji, w której są kupowane. Co ciekawe, na rynku pojawiły się nawet maskotki Hello Kitty naśladujące kształtem sarubobo. Oprócz licznych sklepów z wyrobami rzemieślniczymi Takayama ma też bazary, asaichi (Jinyamae lub nad brzegiem rzeki Miyagawa), gdzie można kupić wyroby z podmiejskich gospodarstw: warzywa, pikle, pastę sojową (miso), różne przyprawy. Sprzedające panie zachęcone moim zainteresowaniem zaczęły zachwalać swoje skarby. Kupić, nie kupiłam, ale mogłam spróbować za darmo przepysznej kiszonej dyni i ogórków i zdecydowanie mniej smacznej herbatki ziołowej z grzybkami. Lokalne produkty trafiają do rodzinnych restauracji. Jedną z nich jest ,,Mikado”, której właściciele szczycą się tym, że są trzecim pokoleniem przekazującym tajemnicę wyjątkowego smaku regionalnej potrawy o nazwie hoba miso, w skład której wchodzą grzyby, warzywa, mięso okraszone pastą sojową podpiekane na liściu magnolii szerokolistnej na małych przenośnych piecykach (Mikado, Suehiromachi 58,zestaw obiadowy hoba miso 800 jenów, zestaw obiadowy z wołowiną i hoba miso 2000 jenów). Może nie brzmi to zachęcająco, ale właśnie jedząc tę potrawę, ,,poczułam niebo w gębie”. Na deser natomiast wybrałam się do baru z sushi (Honjin hiranoya sushicho, Honmachi 1-34,http://www.honjinhiranoya.co.jp/english/, nigiri z wołowiną 2 sztuki – 945 jenów, zestaw obiadowy 2100-3700 jenów). Główną atrakcją nie były jednak ryby, ale wołowina, gdyż w Takayamie na ryżu podaje się wspaniałe, surowe mięso z krów hodowanych w okolicy. To dosyć nowy wynalazek i stosunkowo tani. Pewnie wraz ze wzrostem renomy wołowiny z Takayamy ceny wzrosną, więc wciąż jest okazja, żeby najeść się za rozsądną cenę. Jeśli zawitacie do Takayamy w kwietniu lub październiku, będziecie mogli nie tylko smacznie się najeść, ale także tak, jak ja zobaczyć doroczne święta. Podczas wiosennego święta ,,Sanno” prosi się bogów o dobre zbiory, zaś święto jesienne ,,Hachiman” jest podziękowaniem za urodzaj. Oba święta mają część poranną, w której przenośne kapliczki obnoszone są po mieście oraz część wieczorną, gdy przy świetle lampionów odbywa się nocny przemarsz. Warto wcześniej sprawdzić program festiwali i zająć miejsce, żeby z bliska podziwiać wspaniałe pokazy lalek. Mnie udało się obejrzeć przedstawienia, choć byłam ciśnięta między w tłum, a czyjaś parasolka wbijała mi się w plecy. Również zimą warto przyjechać do Takayamy, gdyż lokalne zakłady produkujące sake otwierają wtedy swoje podwoje. Można wtedy nie tylko posłuchać o procesie, ale też degustować sake. Fabryczki sake są oznaczone kulą z gałęzi cedrowych wywieszoną nad wejściem. Kolejną atrakcją Takayamy jest ,,Hida no sato” (Okamotocho 1-590, www.hidanosato-tpo.jp/top.html, wstęp 8:30-17:00, 700 jenów)czyli skansen malowniczo położony na wzgórzu, skąd można podziwiać szczyty Alp japońskich (tak, tak w Japonii też są Alpy). Zgromadzono tutaj prawie 40 starych budynków, począwszy od drewnianych chat krytych strzechą lub gontem, specjalnie przystosowanych do trudnych warunków pogodowych, poprzez budynki gospodarcze czy małą świątynię. W Alpach japońskich zimą pada śnieg, który zalega aż do wiosny, w lecie jest gorąco, więc budynki muszą mieć solidniejszą konstrukcję niż chaty z nizin. Mi najbardziej podobały się budynki nad dużym stawem. Wysokie, misternie kryte grubą, słomianą strzechą. Przypomniały mi się wizyty w skansenach w Polsce i nawet plusk wody na drewnianych kołach młynów był podobny. Powróciłam do rzeczywistości, gdy przeczytałam, co mielono w młynach. W jednym robiono mąkę z ziaren ryżu, a w drugim - z korzenia paproci orlicy. W skansenie po raz pierwszy miałam okazję rozmawiać z Europejczykami, którzy zachwyceni robili zdjęcia jak stereotypowi Japończycy. W czasie krótkiej podróży przez prefekturę zobaczyłam tradycyjną produkcję mieczy i święta, w których mieszkańcy - tak, jak ich przodkowie - przechodzą w procesji ku czci bogów. Gifu nie jest często odwiedzane przez Europejczyków, co sprawia, że lokalne zwyczaje nie są na siłę dopasowywane do zachodnich gustów. Wizyta w tej prefekturze może być alternatywą dla tych, którzy chcą zboczyć z wyznaczonych szlaków zwiedzania i zobaczyć inną Japonię.

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.