Wasze wyprawy

Ojmiakon - biegun zimna

Ojmiakon - biegun zimna

fot.: marcinkalita

Nazwa Ojmiakon po jakucku znaczy niezamarzająca woda. I nie jest ona związana z legendą a ma swoje realne potwierdzenie. Rzeka przepływająca przez Ojmiakon nazywa się Indigirka i miejscami nie zamarza nawet gdy słupek rtęci spada do 55 °C poniżej zera.

/OJMIAKOŃSKI METEOROLOG I JAKUCKIE DELIKATESY/ W Ojmiakonie mieszkam w domu meteorologa, Walerego Winokurowa. Mierzy on temperaturę powietrza oraz poziom wody w przepływającej nieopodal Indigirce. Walery, jak większość Jakutów, ma rosyjskie imię i nazwisko. Każdego dnia o 8 rano i 8 wieczorem wychodzi do swojego ogródka gdzie stoi biała budka meteorologiczna. Temperaturę zapisuje na papierze w specjalnych tabelach. Raz w miesiącu, tradycyjna pocztą wysyła je do pobliskiego centrum, 500 km od wsi. Walery nie ma internetu. Zero elektroniki. Dokładność zapisywanych temperatur, to wynik jego uczciwości i sumienności. Dom meteorologa, w którym mieszka wraz z żoną i synem składa się z 3 – ech pokoi, kuchni, dużego przedsionka (z temperaturą jak na zewnątrz, gdzie stoi wyłączona, otwarta na oścież lodówka, a na niej leży zamrożony kawał półtuszy a obok na wersalce twardy jak kamień pęk ryb) oraz z łazienki. W łazience (na powierzchni 2 m2) stoi 200 – stu litrowa beczka z roztapiającymi się bryłami lodu, które Walery uprzednio wycina z zamarzniętej rzeki. Lodowatą wodę nalewa się do plastikowego zbiornika nad umywalką. Pomiędzy beczką a umywalką znajduje się odchylana w podłodze deska – toaleta. Dla urozmaicenia do beczki przywiązany jest młody pies Walerego, żeby nie marzł w zimowe jakuckie noce i przy okazji umilał czas spędzany na „kąpieli” nad zlewem. Ojmiakon wygląda jak rozrzucona wioska z wysepkami sosnowego lasu. W centrum, naprzeciwko budynku administracyjnego (gdzie można „kupić” certyfikat potwierdzający pobyt na biegunie zimna wraz z ukazaniem temperatury panującej w dniu odwiedzin) stoi sklep. Jest to najzwyczajniejszy dom z dwoma oknami i blaszanymi drzwiami pomiędzy nimi, jedynie napis nad wejściem daje do zrozumienia, że nie jest to budynek mieszkalny. W środku pod względem asortymentu typowy sklep geesowski; można tam kupić chleb, kiełbasę, mleko, proszek do prania, metalowe wiadro, miotłę, ceratę itd. „Na kasie” obok kalkulatora leży liczydło. Na podłodze stare, miejscami sterczące i postrzępione, czarne od brudu linoleum. Ceny iście moskiewskie, za litrową butelkę wody mineralnej płacę 60 rubli (6zł). /STROGANINA I PATROHA CZYLI JAKUCKIE DELIKATESY/ Przychodzę ze sklepu do domu Walerego. Zachodzę do lodowatego przedsionka i patrzę na leżące na wersalce zamrożone ryby. Takie ryby struga się nożem od góry do dołu tak ja struga się kawałki drewna na rozpałkę, pocięte zamrożone rybie mięso przypomina wtedy grube wióry. Coś jak kora brzozowa wijąca się jak rulon papieru. Stroganinę (bo o niej mowa) można jeść z solą mocząc ją jak frytki w keczupie albo bez. Otwieram drugie drzwi, te za którymi już jest ciepło i od razu uderza mnie zapach fekalii. Walery gotuję wnętrzności (patroha), chyba konia. Dla większości Jakutów jest to przysmak. W całym domu czuję tylko ten (dla mnie) smród. Po paru godzinach Walery przychodząc do kuchni częstuję stroganiną i jakuckimi lodami, które sam wcześniej zrobił i następnie położył na wspomnianą lodówkę do przedsionka, żeby zamarzły. Potem przynosi w garnku flaki i pyta się: „Chcesz spróbować? Do znajomego przyjechali turyści i prosił mnie, żebym trochę dla nich ugotował” Mając w pamięci degustację wnętrzności karasia z poprzedniej nocy i czując specyficzny zapach roznoszący się po całym domu, grzecznie dziękuję i odmawiam. /REKORD ZIMNA -71.2 °C/ „Jak jest tak do -50 –ciu, to jeszcze nie odczuwamy mrozu. Dopiero jak się robi zimniej wtedy zaczynamy marznąć” – mówi mi kobieta w ojmiakońskim urzędzie. Nie wiem na ile jest to próba „popisania się” przed obcokrajowcem kupującym certyfikat potwierdzający przybycie na biegun zimna, a na ile prawda. Myślę, że po części jedno i drugie. Za oknem jest -49 °C i widzę jak na podwórku obok budynku, w którym się znajduję, na sznurkach „suszą się”, twarde jak beton prześcieradła, obrusy i poszewki. Nie jest to nic niezwykłego. Jak mi tłumaczy moja rozmówczyni chodzi tu, przede wszystkim, o zapach wiatru i świeżości. Nie ma więc znaczenia czy jest – 5 czy – 55. Bywały w Ojmikonie i temperatury znacznie niższe, niż te, przy których zazwyczaj suszy się pościel: – 67 °C i nawet – 71 °C. I jeśli przedostatni wskaźnik był oficjalnie zmierzony i zatwierdzony, to ostatni (rekord, dzięki któremu Ojmiakon nazywany jest najzimniejszym miejscem na ziemi stale zamieszkanym przez ludzi) jest temperaturą prawdopodobną. Innymi słowy nikt jej nigdy nie widział na przyborach pomiarowych. Rekord jest wynikiem wyliczeń rosyjskiego geologa Siergieja Obruczewa, który w 1926 roku przeprowadzał badania w Ojmiakonie i pobliskich wsiach i obliczył, że temperatura spadła wtedy do -71.2 °C. Walery, od 10 –ciu lat pełniący funkcję meteorologa na biegunie zimna mówi, że w latach 20 – tych nie było przyborów mogących zmierzyć temperaturę poniżej – 70 °C. Jeżeli chodzi o rekordy, to są one często celem dla turystów, którzy przyjeżdżają zimą w nadziei upolować magiczne na dzień dzisiejszy – 60 °C, chodząc z elektronicznymi termometrami przy ziemi lub ze specjalnie zrobionymi dla nich termometrami z dużym napisem po rosyjsku „Biegun Zimna”. „Już tak od 2005 roku temperatura nie dochodzi do -60 °C” – komentuje Walery i po chwili dodaje: „Robi się coraz cieplej”. Więcej o podróżach po Rosji jest dostępne na http://marcinkalita.com/category/travels/

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.